Czy introwertyzm zamyka w pudełku? - Ekstrawertyk, introwertyk kto to?
Czy introwertyzm zamyka w pudełku? - Ekstrawertyk, introwertyk kto to?
ekstrawertyk introwertyk kto to okay psycholodzy

Introwersję postrzegamy w ujęciu wymiaru introwersja-ekstrawersja. Mieści on w sobie szeroki zakres natężenia cech i charakterystyk, które odzwierciedlają złożoność tego pojęcia. Pojawia się jednak pytanie: kim właściwie jest introwertyk, a kim nie jest? Czy introwertyzm wiąże się z izolacją społeczną i unikaniem konfrontacji?

Autorka: Barbara Piwek, psycholog

Popularny obraz introwertyka – czy wszystko jest prawdą?

Obraz introwertyka, pojawiający się często w książkach czy filmach, po które sięgamy, pokazuje nam go zwykle, jako osobę skrajnie nieśmiałą i wycofaną. Chętnie zestawiając ją także z emanującym energią ekstrawertykiem. Rzeczywistość pokazuje nam jednak, że przyjęcie tak czarno-białej optyki po prostu się nie sprawdza. Introwersja-ekstrawersja w ramach modelu osobowości zwanego Wielką Piątką (z ang. Big Five) to kontinuum, które posiada nie tylko dwa skrajne końce, ale pokrywa też wszystko to, co znajduje się pomiędzy.

Kto to introwertyk? - introwertyk a ekstrawertyk

To, co pozwoli nam lepiej zrozumieć różnice pomiędzy introwertykiem a ekstrawertykiem to sposób reagowania na bodźce z otaczającego świata. Według psychologa Hansa Eysencka osoby introwertyczne funkcjonują generalnie na wyższym stopniu pobudzenia, przez co silniej odpowiadają na sygnały płynące z zewnątrz. Z tego powodu czas spędzony wyłącznie we własnym towarzystwie wydaje się nie tylko przyjemny, ale i cenny, ponieważ pozwala na odzyskanie energii.

Dr Jennifer Kahnweiler ujmuje introwertyzm tak: „to jak ładowanie baterii, później można wrócić do świata i tworzyć naprawdę piękne relacje z innymi”. Osoby mieszczące się bliżej bieguna introwertyzmu są zwykle bardziej ciche, zdystansowane i unikają działania pod wpływem impulsu. Niekiedy inni ludzie, współpracownicy, koledzy i koleżanki ze szkoły lub studiów, mogą odebrać taką osobę, jako chłodną lub nawet niesympatyczną. Trzeba pamiętać o tym, że może wynikać to jedynie z faktu odczuwania presji zachowywania się w określony sposób w danej sytuacji społecznej. Wpasowania się w ramy, które powodują u introwertyka uczucie dyskomfortu.

Introwertyzm – prawdy i mity

Posiadanie cech introwertycznych nie oznacza braku relacji, a jedynie prowadzenie ich w swoistej, odpowiedniej dla siebie formie. Błędnym założeniem byłoby stwierdzenie, że introwertyk to osoba, która generalnie nie lubi kontaktów z innymi ludźmi, stroni od rozmów i skupia się na sobie. Dla introwertyka przebywanie w dużym skupisku ludzi, na przykład na koncercie lub podczas hucznego przyjęcia, nie będzie najbardziej komfortową sytuacją. Jednak rozmowa w małym gronie bądź z jedną osobą i w spokojnym otoczeniu jest czymś, od czego introwertyk nie będzie stronił.

Według badania Fernandeza i Cabello z 2015 roku istotnym czynnikiem w postrzeganym szczęściu introwertyków jest oceniana jakość posiadanych relacji. Bliskich relacji może być mniej, ale mogą być bardzo znaczące dla osoby i przynoszące jej dużo satysfakcji. Co więcej, introwertyk chętnie włączy się do rozmowy jeżeli uzna, że w danym momencie ma coś do powiedzenia. Nieśmiałość oraz lęk społeczny nie są przypisane do introwertyzmu, mogą u danej osoby wystąpić, jednak równie dobrze introwertyk może czerpać przyjemność z interakcji z innymi i nie obawiać się podejmowania kontaktu.

Nie tylko pojedyncze osoby, ale także grupy a nawet kultury wykazują tendencje w wymiarze introwersji i ekstrawersji. Na przykład w Stanach Zjednoczonych zachowania aprobowane społecznie, częściej chwalone i nagradzane posiadają znamiona ekstrawersji, podczas gdy w kulturze azjatyckiej, chociażby w Japonii, wzmacniane są te z drugiego krańca spektrum.

Kontinuum introwersja-ekstrawersja ma wiele odcieni i żaden z nich nie jest lepszy lub gorszy od pozostałych. Jego zalety oraz wady będą zależały od sytuacji i Twoich potrzeb w danej chwili. Natomiast lepsze rozumienie siebie, rozwój samouważności i przyglądanie się sobie pozwoli Ci na bardziej świadome działanie i czerpanie większego zadowolenia z życia.

Neurologopeda - kto to taki i czym różni się od logopedy?
Neurologopeda - kto to taki i czym różni się od logopedy?
neurologopeda logopeda warszawa legionowo

Logopeda to osoba, która, uogólniając, zajmuje się wspieraniem mowy. Dzięki badaniom przesiewowym w przedszkolach, zawód ten jest doskonale rozpoznawalny w środowisku rodziców. Kim w takim razie jest neurologopeda i czy ma podobne kompetencje?

Autorka: Anna Lewandowska, logopeda i neurologopeda

Logopeda – obszar działania i kompetencje

Logopeda jest terapeutą zajmującym się diagnozowaniem oraz terapią wad wymowy i zaburzeniami komunikacji werbalnej. Kiedy warto skonsultować się z logopedą? W przypadku, gdy pojawiają się z problemy m.in. z:

  • realizacją głosek,
  • wymawianiem słów,
  • łączeniem słów w zdania,
  • nieumiejętnością różnicowania dźwięków mowy.

Logopeda pomoże ustalić przyczynę kłopotów i dobierze metody pracy. W razie potrzeby zaleci też współpracę z innymi specjalistami, którzy poszerzą zakres oddziaływań.

Wykształcenie logopedyczne i specjalizacje

Osoby, które lubią pracować z innymi ludźmi, mają duże pokłady cierpliwości i nie potrzebują na co dzień fajerwerków w pracy, mogą podjąć studia z zakresu logopedii, studia podyplomowe, a potem szkolić się pod okiem najlepszych, by ciągle doskonalić swój warsztat.

Po latach pracy w zawodzie wie się i czuje, że niektóre elementy tej dyscypliny są danemu terapeucie bliższe. Logopedia, jak dziedzina bardzo szybko się rozwija. Powstają nowe działy, które umożliwiają specjalistom wybór kierunku, w którym chcą pogłębiać wiedzę i doskonalić się zawodowo:

  • oligofrenologopedia jest specjalizacją dla tych, którzy pracują z osobami z upośledzeniem umysłowym,
  • surdologopedia skupia się na pracy z osobami z niedosłuchem,
  • onkologopedia wspiera mowę u osób z nowotworami (głównie głowy i szyi),
  • balbutologopedia to dziedzina dla wspierających osoby jąkające się,
  • neurologopedia zajmuje się zaburzeniami komunikacji, które wiążą się z układem nerwowym.

Neurologopedia i kompetencje neurologopedy

Neurologopedia to diagnoza oraz terapia zaburzeń komunikacji i mowy, których przyczyną jest opóźnienie dojrzewania ośrodkowego układu nerwowego lub jego uszkodzenia. Neurologopedów można spotkać na oddziałach szpitalnych, poradniach, przychodniach czy prywatnych gabinetach.

Zajmują się zarówno dziećmi, u których trudności w komunikacji łączą się z obciążonym wywiadem okołoporodowym (choroby mamy w czasie ciąży, nieprawidłowy rozwój płodu, niedotlenienie, ciężki poród itd.), niepełnosprawnością intelektualną, całościowymi zaburzeniami rozwoju, jak i dorosłymi, którzy w wyniku chorób czy urazów (nowotwory, udary, wypadki komunikacyjne) utracili możliwości komunikacyjne, bądź zostały one w różnym stopniu ograniczone.

Neurologopeda - metody pracy

W swojej pracy neurologopeda zwraca uwagę nie tylko na mowę pacjenta, ale stymuluje też inne funkcje poznawcze. Działanie to pomaga zapewnić jak najlepsze funkcjonowanie. Zdarza się, że pomimo potencjalnych możliwości mowa (werbalna) nie rozwija się wcale albo jest bardzo zaburzona. Terapeuta może zaproponować wtedy wspomagające i alternatywne sposoby porozumiewania się. Jakie? To wszystko zależy od potrzeb osoby, która wykazuje takie trudności.

Jeśli u bliskich występują trudności w komunikacji werbalnej – w rozumieniu lub nadawaniu mowy, warto skonsultować się z logopedą, bądź neurologopedą. Specjalista pomoże znaleźć rozwiązanie w danej sytuacji, poprowadzi terapię, udzieli wskazówek, będzie wsparciem dla osoby potrzebującej a także dla jej rodziny.

Psychoterapia – na czym polega i kiedy jest pomocna?
Psychoterapia – na czym polega i kiedy jest pomocna?
psychoterapia i dobry psychoterapeuta

Myślisz o psychoterapii, ale nie do końca wierzysz w jej skuteczność? Masz wątpliwości, obawy? Psychoterapia to nie doradztwo, powtarzanie „będzie dobrze”, „nie martw się” i w końcu – to też nie ostateczna diagnoza. Nie jest, więc leczeniem dzieciństwa przez obwinianie rodziców za Twoje złe samopoczucie. Na czym w takim razie polega psychoterapia i kiedy można okazać się pomocna?

Autorka: Elwira Adamczyk, psychoterapeuta

Czym jest psychoterapia a czym nie jest?

W psychoterapii chodzi przede wszystkim o to, jaką perspektywę przyjmujesz, jaką wnosisz narrację osobistą do relacji z ważnymi dla Ciebie osobami. Psychoterapia pomaga zobaczyć i zrozumieć Twój obraz sytuacji i to, jak nieświadomie utrudniasz sobie osiąganie życiowych celów. Jest formą pracy terapeutycznej w oparciu o potwierdzone naukowo badania oraz doświadczenia wykwalifikowanego psychoterapeuty.

Jeśli poszukujesz terapii najprawdopodobniej cierpisz i szukasz ukojenia. Pragniesz wprowadzić zmiany w swoim życiu, których samodzielnie nie jesteś w stanie dokonać. Proces psychoterapeutyczny pomaga zrozumieć i przepracować trudności oraz przeszkody, które stoją na drodze do pożądanych zmian.

Psychoterapia sprawdza się w leczeniu takich objawów, jak: obniżenie nastroju, nadmierne zamartwianie się, brak nadziei, poczucie bezsilności. Jest pomocna w trudnych stanach emocjonalnych (smutek, niepokój, wstyd, poczucie winy, samotność, lęki czy złość) i powtarzających się problemach z relacjami (np. trudności wychowawcze, kryzysy partnerskie).

Jak wybrać dobrego psychoterapeutę?

W psychoterapii ważny jest wybór samego terapeuty. Przede wszystkim musi on mieć wykształcenie psychoterapeutyczne, a jego praca powinna być poddawana systematycznej superwizji. Trzeba pamiętać, że powodzenie psychoterapii w dużym stopniu zależy od relacji terapeutycznej.

Na co zwrócić uwagę podczas pierwszej sesji z psychoterapeutą? Zastanów się na ile Twoje potrzeby zostały zrozumiane, czy udało się określić cele i tematy, nad którymi chcesz pracować. Niezwykle ważne jest również poczucie bezpieczeństwa i możliwość zaufania specjaliście. Pamiętaj, że empatyczny terapeuta to za mało, ważna jest Twoja subiektywna ocena tego, jak czujesz się podczas spotkań. Relacja terapeutyczna jest jedną z ważniejszych relacji w Twoim życiu.

Jeśli czujesz akceptację, nie masz poczucia oceniania i nie możesz doczekać się na kolejnej sesji – to jest to! Terapeuta, z którym czujesz się bezpiecznie pomoże Ci ruszyć się z miejsca, zrozumieć nieświadome mechanizmy i uświadomi to, co niewidoczne. Dzięki takiej relacji nabierzesz zaufania do innych i otoczenia, uspokoisz emocje oraz wprowadzisz oczekiwane zmiany.

Jak wyglądają sesje psychoterapeutyczne?

Standardowe spotkania w terapii indywidualnej odbywają się raz w tygodniu i trwają 50-60 min. Nieco dłuższe, ale rzadsze są sesje partnerskie i rodzinne – spotkania trwają około 90 minut i odbywają się raz na 2-3 tygodnie. Bez względu na formę, częstotliwość sesji różni się w zależności od rodzaju terapii oraz potrzeb.

Podstawowym narzędziem pracy z psychoterapeutą jest rozmowa, w ramach której zadawane są różne pytania. Może zdarzyć się tak, że terapeuta poleci Ci wykonanie konkretnych zadań lub powstrzymywanie się jakichś czynności. Terapia nie jest jednak cudownym rozwiązaniem problemów czy magiczną sztuczką. To proces, w którym poszukujesz razem z terapeutą najlepszej dla siebie drogi.

Wychowanie dziecka szczególnie uzdolnionego
Wychowanie dziecka szczególnie uzdolnionego
wychowanie dziecka uzdolnionego

Najpierw długo starasz się o dziecko, później z niecierpliwością go oczekujesz. Dbasz o siebie, nie dźwigasz nic ciężkiego i rezygnujesz całkowicie z używek. Unikasz gorących kąpieli, które być może uwielbiasz, jesteś pod opieką ginekologa. Wreszcie nadchodzi dzień, w którym na świat przychodzi Twoje dziecko, na które czekałaś, które już zdążyłaś pokochać. I nagle czujesz, że nic nie wiesz, nikt Cię na to nie przygotował.

Autorka: Joanna Boruta, Psycholog i pedagog resocjalizacyjny

Macierzyństwo to setki wątpliwości i obaw

Martwisz się, jak sobie poradzisz, ale literatura, Internet i ludzie dookoła Ciebie służą „pomocą”. Szukasz informacji, jakichś rad czy wskazówek. Co oferuje dzisiejszy świat? Dużo. Dużo zabawek interakcyjnych, zabawek edukacyjnych, różne maty, literki, różnorodne zajęcia dodatkowe i jeszcze wiele, wiele innych.  Możliwe, że zaskoczy Cię ten ogrom możliwości, może przerazi, może zdziwi, może się zastanowisz. Wyjdziesz z dzieckiem na spacer, spotkasz inne matki z dziećmi i zobaczysz, że „wyścig matek” trwa w najlepsze. „Mój Jaś już siada”, „a Krzyś zaczyna mówić”, „a Majce rosną pierwsze ząbki”, „a Kinga zaczyna chodzić”, a Staś to jeszcze coś innego.

Jaki sukces osiągnęło już Twoje maleństwo? Żadna z tych kobiet nie mówi głośno o trudach macierzyństwa, o swoich obawach, o tym, co czasem nie wyjdzie. A przecież to samo życie. Wydawać by się mogło, że to trochę tak, jakby w domu żyły innym życiem, innym wśród ludzi, a jeszcze inaczej o tym mówiły. Zresztą, być może swoje dzieci nauczą w przyszłości jeszcze inaczej opowiadać o tym, co się w domu dzieje. Zaczynasz się zastanawiać, a co jeśli mają rację? Co jeśli te wszystkie poradniki mówią prawdę; istnieje pewien konkretny okres czasu w życiu Twojego malucha, takie małe okienko, w które musisz się wstrzelić i wesprzeć swoje dziecko

Wsparcie potencjału czy szaleństwo?

Może faktycznie im wcześniej, tym lepiej, przecież kiedyś to się dziecku przyda. Może faktycznie w tym momencie wszystko zależy od Ciebie. To jak zachowują się spotkane kobiety, matki, to co znajdujesz w Internecie, w poradnikach – to potwierdza. Jeszcze gorzej może być, jak zauważysz, że Twoje dziecko jest wyjątkowe, ma jakieś szczególne zdolności. Nie można przecież pozwolić, żeby taki talent się zmarnował.

Zaczynasz machać dziecku literkami przed oczami, puszczasz mu muzykę klasyczną, kupujesz drogie maty edukacyjne. Na zapas myślisz o tym, jakie przedszkole, podstawówkę i kolejne szkoły mu wybrać, aby miało jak najlepszy start w życiu. Gdy tylko trochę podrośnie posyłasz je na multum zajęć dodatkowych, przecież taki talent trzeba rozwijać, a skoro już jest tak utalentowane w jednej dziedzinie, to może i w innych też? W końcu nigdy za wiele takich zajęć dodatkowych. Lepiej później nie żałować, że się czegoś nie zrobiło. To oczywiście tylko jeden z możliwych scenariuszy, jeden z możliwych opisów rzeczywistości, jakie mogą spotkać współczesnych rodziców.

Wychowanie dziecka

Zastanawiałam się kiedyś, co możemy znaleźć, gdy zaczniemy szukać odpowiedzi na pytania: jak wychowywać dziecko, jak się wstrzelić w to „okienko”, jak zapewnić dziecku dobry start. Odpowiedzi na te pytania jest wiele, nie wszystkie są niestety zadowalające. Zdarza się, że staramy się być mądrzejsi od natury. Małe dziecko potrzebuje bardzo dużo snu, by się rozwijać. My zaś często uważamy, że potrzebuje pobudzenia jego rozwoju, szczególnie zaś rozwoju intelektualnego. Gdzieś coś przeczytamy, coś usłyszymy i zaczynamy to stosować. Tu fragment jednej teorii, tam drugiej – przecież to psychologowie tak twierdzą, to specjaliści, jeśli nie wierzyć specjalistom, to komu? Nie pytamy już – dlaczego tak powinno być? Nie zastanawiamy się, nie odpowiadamy na pytania. Dzisiejsze szybkie życie, codzienny pęd sprawiają, że często działamy bardzo mechanicznie, bez zastanowienia wcielając w życiu to, o czym mówią specjaliści lub inni rodzice.

Głęboko wierzę w to, że rodzice, którzy w ten sposób podchodzą do wychowania, robią to dlatego, że chcą dla swoich dzieci jak najlepiej. Kochają je, myślą o ich przyszłości, o tym jak trudno jest żyć w dzisiejszym świecie i chcą, aby ich dzieci miały lepiej niż oni sami. Kiedy widzą, że są zdolne, wybitne, chcą, aby ten talent je uchronił i zapewnił im dobrą, i bezpieczną przyszłość. Rodzice startują ze swoimi dziećmi z miejsca, w którym myślą w taki właśnie sposób. Tylko później ta ich wspólna droga nieco się rozjeżdża, zdarza się, że zapominają o tym, co było ich celem, co było najważniejsze. Nie zauważają, jak to wszystko się zapętliło. Zdarza się, że z „lepiej” wychodzi „łatwiej”, a to już nie to samo.

Zdarza się, że Rodzice są niepewni, zagubieni, nie wiedzą, co będzie dobre dla ich dzieci, szukają specjalistów, którzy od tego są, którzy nie schrzanią, nie pozwolą przegapić tego momentu i zmarnować zdolności.

Rodzic idealny nie istnieje

Drodzy Rodzice, mam ogromny szacunek do tego, co robicie, do Waszej pracy. To, w jaki sposób wychowujecie swoje dziecko, w tym dziecko wybitnie zdolne, to „mistrzostwo świata”, często dajecie więcej niż kiedykolwiek sami otrzymaliście, często nawet ponad swoje siły i możliwości. Czujecie, że mieliście trudniejszy start, być może Wasze potrzeby nie były zaspokajane, że ktoś Wam czegoś nie dał i zdarza się, że próbujecie za wszelką siłę, nie skrzywdzić swojego dziecka, podarować mu to, czego sami nie mieliście.

Może to się wydawać czasem jakieś niepoprawne, niewłaściwe, niewystarczające, czy nie w tę stronę, co trzeba. A jednak Rodzice wkładają w to całe swoje serce i siły. Myślę, że warto zastanowić się, dowiedzieć się o czym Rodzicu marzysz dla swojego dziecka, czego dla niego chcesz najbardziej i jak widzisz tę drogę. Może warto również zatrzymać się na chwilę nad tym, jaką drogę przebyłeś Ty sam, co kryje się pod tym „gorzej”. Możliwe, że gdyby nie to „gorzej” nie byłbyś dzisiaj w tym miejscu, gdzie jesteś; nie miałbyś w sercu tego, co masz. 

Warto dać sobie przestrzeń do wyobrażenia sobie, w którym miejscu będzie Twoje dziecko w przyszłości, czy ono chciałoby w nim być, czy Ty chciałbyś w nim być. Dzieci najbardziej potrzebują miłości, uwagi, obecności. To Ty znasz swoje Dziecko najlepiej, nie musisz bać się, że nie wstrzelisz się „w okienko rozwojowe”, nie dasz swojemu Dziecku tego, co najlepsze, coś przegapisz. Zaufaj sobie, swojej intuicji.

Mistrz świata czy szczęśliwy człowiek?

Co takiego dobrego jest w tych zdolnościach, czego zazdrościmy wybitnym. Osobom zdolnym można zazdrościć tego, że są specjalistami w jakiejś dziedzinie, że nie muszą wkładać w to tyle wysiłku, że są najlepsi, sławni, zdarza się, że bogaci, że są pasjonatami. Myślę, że to musi być naprawdę wspaniałe i może to być coś, czego można zazdrościć. Talent i zdolności mogą uczynić życie wspaniałym. Tylko jaka jest za to cena?

Czytając wypowiedzi osób wybitnie zdolnych, można natknąć się na wypowiedzi świadczące o ich przejmującej samotności. Często są to ludzie niezrozumiani, posługują się innym językiem, żyją w zasadzie w innym świecie, mają inne myśli, inne sprawy są dla nich ważne. Myślę, że ta przepaść między światem osób zdolnych a światem przeciętnych jest jeszcze większa w dzieciństwie. Dzieci potrafią być okrutne. Dzieci zdolne są często wykorzystywane, wyśmiewane. Zdarza się, że nawet rodzice nie rozumieją o czym mówi do nich ich dziecko, co przeżywa, o czym myśli, posługują się zupełnie innym językiem.

Co jest dla tych dzieci większą stratą; czy próba dostosowania się, po części rezygnacji z jakiejś części siebie, bycie kimś innym, tylko by móc żyć z innymi, czy też samotność, przecierpienie i znalezienie dla siebie miejsca już w dorosłości. Myślałam kiedyś nad tym i nic nie wymyśliłam. Naprawdę nie wiem.

Pielęgnowanie talentu w asyście wsparcia i akceptacji

Mimo to, wydaje mi się, że jednak warto próbować wychowywać dzieci szczególnie zdolne tak, by zadbać nie tylko o ich rozwój intelektualny, o rozwijanie talentów i zdolności, ale także o rozwój emocjonalny i społeczny. Może warto zadbać o to, aby takie dzieci czuły się kochane, przynajmniej przez rodziców akceptowane za to jakie są, a nie za ich zdolności. Fajnie byłoby, żebyśmy nie patrzyli na dzieci zdolne jak na chodzącą zdolność, a na dziecko, które same w sobie jest wartościowe.

Każdy z nas potrzebuje czasu na nudę, nic-nie-robienie, odpoczynek, odpływanie myślami. Wtedy pracuje nasza wyobraźnia, wpadamy na świetne pomysły. Często potrzebujemy po prostu takiego czasu na wytchnienie, odpoczynek, regenerację. Dlaczego więc odmawiać go dziecku i co do minuty zajmować mu czas? Warto zastanowić się nad tym zwłaszcza z początkiem nowego roku szkolnego, kiedy z każdej strony nadarzy się możliwość, zapełnienia Dziecku czasu.

Kryzys podczas starań o dziecko – jak sobie z nim radzić?
Kryzys podczas starań o dziecko – jak sobie z nim radzić?
problem z zajściem w ciążę

Rodzicielstwo to jedna z najważniejszych ról, z jakimi mierzymy się naszym życiu – dla wielu wręcz najważniejsza. Spełnienie, bądź jego brak w tym obszarze może wpływać na całe nasze funkcjonowanie, subiektywną ocenę szczęścia, sukcesu i poczucia sensu w życiu.

Autorka: Joanna Płuciennik – coach kryzysowy w OKAY psycholodzy i terapeuci

Problem z zajściem w ciążę a psychika

Żyjemy w świecie, w którym coraz więcej ludzi doświadcza różnorodnych trudności na drodze do spełnienia swojego wielkiego marzenia o zostaniu Rodzicem. Niezwykle często są to trudności, które szybko dezorganizują im całe życie – małżeńskie (partnerskie), rodzinne, towarzyskie i zawodowe (poważnie – na pracę, karierę to też wpływa i to bardzo). Całe życie wywraca się do góry nogami, nic nie jest już takie, jak dotychczas. Permanentne zmęczenie, trudne emocje – to prosta droga do kryzysu. I nie trzeba się tego określenia bać. Powiedzmy sobie otwarcie – to absolutnie normalne, że w takiej sytuacji doświadczamy kryzysu i nie świadczy to wcale o żadnej słabości. To po prostu ludzkie, wszyscy tak czasem mamy.

Od czego zacząć, aby poradzić sobie z kryzysem?

Nie ma jednego skutecznego panaceum, bo każdy człowiek jest inny i ma inne potrzeby. Nie ma jednego uniwersalnego narzędzia, które natychmiast rozwiąże trudną sytuację. Jednak każdy może wypracować dla siebie własną najlepszą drogę ku zmianie i lepszej przyszłości. Tak, tak – zmianie! Bo kryzysy przychodzą po to, żeby coś w życiu zmienić. I jeśli tylko zechcemy się z tym zmierzyć, możemy dopilnować, by była to zmiana na lepsze.

Wymaga to oczywiście czasu na zastanowienie, zmierzenie się z emocjami towarzyszącymi kryzysowi, znalezienie nowych rozwiązań (oraz ich wdrożenie). Czasami potrzebne będzie wsparcie osób zajmujących się zawodowo pomaganiem i skorzystanie z różnorodnych metod. Te często są skuteczne, ale stanowią tylko pewną bazę, na podstawie której można budować indywidualną strategię wyjścia z impasu.

Jak radzić sobie z kryzysem podczas starania o dziecko?

Najważniejsze jest to, by zacząć od troski o siebie. W kryzysie zawsze bardzo cierpi nasze ciało, nawet jeśli nie czujesz tego od razu. Wydzielane nieustannie hormony stresu dają się we znaki, a mózg często odmawia współpracy (to normalne zjawisko w kryzysie – obniża się sprawność intelektualna, spada koncentracja itd.). Dlatego należy się tym ciałem i głową zaopiekować, dać im wytchnienie i odpoczynek – możliwość podładowania baterii. Bez tego nie będzie skąd czerpać energii, by móc pójść dalej, by się podnieść, zawalczyć o siebie i swoje marzenia.

Kryzys – etapy wyjścia z trudnej sytuacji

Zatem – krok I w kryzysie to zadbanie o siebie. Pomyśl, co sprawia, że odpoczywasz, co lubisz robić, co ci daje siłę. I rób tego jak najwięcej.

Krok II to zajęcie się emocjami. Tu ważnym elementem jest wsparcie najbliższych – partnera, przyjaciół, rodziny. Przyjrzyj się ludziom, którzy cię otaczają i zastanów się, kto z nich naprawdę daje ci odczuwalne wsparcie, z kim rozmowa rzeczywiście pomaga tak, że czujesz się chociaż troszkę lepiej. Korzystaj z tego. Jeśli to nie wystarcza pomyśl o zwróceniu się o pomoc do specjalisty: psychologa, coacha kryzysowego, psychiatry. Starając się o dziecko krążysz zapewne wciąż pomiędzy lekarzami wszelkich specjalności. Nie zapominaj o zadbaniu o sferę psychiczną – ona naprawę jest nie mniej ważna również w tych staraniach.

To, ile czasu to zajmie, jest bardzo indywidualne. Nie poganiaj się. Lepiej wolniej a porządnie.

Dopiero, gdy zadbasz właściwie o siebie, twoje ciało i twój mózg będą gotowe do podjęcia wysiłku i wprowadzania zmian. Jeśli uważnie przeżyjesz emocje, które się w tobie kłębią, będziesz mieć pełniejszy obraz tego, czego tak naprawdę pragniesz i potrzebujesz. To pomoże ci podjąć właściwe decyzje i wdrożyć najwłaściwsze działania, które będą niezbędne do osiągnięcia sukcesu. A zaopiekowanie się sobą i codzienna troska pozwolą twojemu mózgowi wrócić znów na najwyższe obroty. Stanie się on na powrót twoim najlepszym sprzymierzeńcem w walce o marzenia.

Bądźmy dla siebie dobrzy – to się opłaca

Pomocą na drodze od kryzysu do sukcesu służyć ci może też poradnik „Coaching w sytuacji kryzysu. Jak przekuć trudności w dobre doświadczenie?”. To przewodnik, który dzięki mnóstwu ćwiczeń umożliwi ci zajrzenie w głąb siebie. Krok po kroku przeprowadzi cię aż do szczęśliwego zakończenia kryzysu.

Trzymam za Ciebie kciuki.

Zajęcie grupowe
Zajęcie grupowe

Ruszyły zapisy na zajęcia grupowe

Serdecznie zapraszamy na zajęcia grupowe, które będą realizowane w naszej poradni. Zapisy oraz szczegółowe informacje pod numerem: 608 622 013 .

Superwizja – super-spotkania superwizora z superwizantem
Superwizja – super-spotkania superwizora z superwizantem
superwizja superwizor okayterapeuci

Podczas pracy z psychologiem lub psychoterapeutą można natknąć się na pojęcie superwizji. Nie jest ono powszechnie znane, ale często pojawia się w rozmowach ze specjalistami z dziedziny psychologii. Czym w takim razie jest superwizja i kogo nazywamy superwizorem? Jakie ma ona znaczenie dla pacjenta?

Autorka: Maja Pisarek, psycholog i psychotraumatolog

Co to jest superwizja i kim jest superwizor?

Superwizja to słowo zapożyczone z języka angielskiego oznaczające nadzór (ang. clinical supervision). Jako metoda pracy w dziedzinie opieki nad zdrowiem psychicznym polega na regularnych spotkaniach terapeuty (grupowych lub indywidualnych) z tak zwanym superwizorem. Jest to osoba z większym doświadczeniem zawodowym, posiadająca odpowiedni certyfikat. W trakcie takich spotkań osoba podlegająca superwizji konsultuje swoją pracę z pacjentem, w celu podniesienia jakości niesionych usług.

Istotą pracy terapeuty jest jak najsprawniejsza i jak najbardziej efektywna pomoc osobie z psychologicznymi trudnościami, w związku z czym niezbędne jest regularne przyglądanie się swojemu działaniu. Pod czujnym okiem superwizora można dostrzec niuanse, które mniej doświadczony psycholog mógłby przeoczyć. Nie oznacza to jednak, że specjalista z wieloletnim stażem nie powinien poddawać się superwizji. Podczas tych spotkań można spojrzeć na sytuację z innej perspektywy, oczami drugiego terapeuty. Czasami dostrzega się także ewentualne przeszkody, pojawiające się nie tylko po stronie pacjenta, ale także wychodzące od terapeuty.

Kim jest superwizor?

Superwizor to doświadczony specjalista, który uzyskał specjalny certyfikat. Musi on spełnić szereg warunków formalnych i merytorycznych, uprawniających go do prowadzenia superwizji. Liczą się jednak nie tylko wykształcenie i doświadczenie, ale także m.in. poddać się superwizji czy mieć odpowiedni staż pracy.

Można powiedzieć, że superwizor pełni rolę mentora psychoterapeutów. Służy swoją wiedzą i wsparciem, pomaga dostrzec różne aspekty pracy z pacjentem.

Jakie znaczenie dla pacjenta ma superwizja?

Można powiedzieć, że superwizja jest nie tylko sposobem podnoszenia skuteczności terapii, ale także drogą rozwoju, kształcenia się terapeuty pod okiem doświadczonego mentora. W trakcie spotkań omawiane są przypadki, sposoby prowadzenia sesji terapeutycznych, relacja terapeutyczna czy problemy pojawiające się w trakcie terapii. Spotkania z superwizorem wspierają samorozwój, ale są też przyczynkiem do refleksji nad swoim doświadczeniem w gabinecie.

Dlaczego proces ten jest ważny z perspektywy pacjenta? Ma on pewność, że jego terapeuta wciąż się rozwija, nie myśli wyłącznie szablonowo i robi wszystko, by mu jak najlepiej pomóc. Konsultacje konkretnych przypadków są oczywiście omawiane bez podawania jakichkolwiek danych pacjenta, które mogłyby doprowadzić do jego identyfikacji. Obowiązkiem każdego terapeuty jest zachowanie zasad etyki pracy psychologicznej.

Słowniczek pojęć związany z superwizją

Superwizja opiera się na omówieniu konkretnych przypadków i skonsultowaniu szczegółów prowadzonych działań. Aby zrozumieć, na czym polega cały proces, warto podsumować podstawowe pojęcia.

SUPERWIZJA – spotkania terapeutów umawiane celem podnoszenia jakości pracy psychologicznej

SUPERWIZOR – doświadczony terapeuta z uzyskanym certyfikatem superwizora psychoterapii

SUPERWIZANT – osoba poddająca swoją pracę psychologiczną superwizji

Wypaliło się, czyli kryzys w związku i terapia małżeńska
Wypaliło się, czyli kryzys w związku i terapia małżeńska
terapia małżeńska legionowo kryzys w związku

Najpierw są wielkie emocje, motyle w brzuchu i płomienna miłość. Świat wiruje, nie wyobrażamy sobie życia bez drugiej połówki. Z czasem jednak wszystko się zmienia, a relacje słabną. Zaczynamy walczyć na słowa, milczymy lub licytujemy się na krzywdy i winy. Jakie są przyczyny kryzysu w związku, jak go pokonać?

Autorka: Maja Pisarek, psycholog i psychotraumatolog

Dwie połówki jabłka czy niedobrana para?

Pobierając się nie zakładamy, że przyjdzie nam się rozstać. Wierzymy, że rozłączy nas dopiero śmierć, ale statystyki pokazują, że rozpada się niemal co drugie małżeństwo. Co w takim razie robimy źle, dlaczego tak często pary się rozwodzą?

Powodów jest tyle, ile jest par, każda ma swoją własną historię. Bardzo częstym „czynnikiem ryzyka” jest zwykłe niedobranie się. Nawet jeśli już na początku widzimy niepokojące różnice, lekceważymy je, starając się ich nie zauważać. Jesteśmy zakochani i łudzimy się, że z biegiem lat jakoś się dotrzemy. Owszem, nieraz udaje nam się wypracowywać kompromisy, ale nie w kluczowych kwestiach.

Jeśli coś jest dla nas naprawdę ważne, to nie będziemy w stanie z tego zrezygnować nawet w imię miłości. I wcale nie musi tu chodzić o życiowe wartości takie, jak wiara albo niewiara w Boga czy kwestie polityczne. Często chodzi po prostu o styl życia. Ktoś uwielbia aktywnie spędzać czas, ktoś nie. Ktoś uwielbia towarzystwo, a ktoś z natury jest domatorem. Z biegiem czasu te różnice mogą tak narastać, że w końcu staną się nie do przeskoczenia.

 

„Zupełnie cię nie poznaję”, czyli kryzys małżeński po 10 latach

Nawet, jeśli na początku jesteśmy idealnie dobrani, a małżeństwo jest zgodne, z czasem może pojawić się kryzys w związku. Wchodzimy w relację i marzymy o wspólnym życiu aż do śmierci, nie zdając sobie sprawy, że za te 10 lat nasz partner będzie już zupełnie innym człowiekiem. Będzie w innym miejscu, ukształtowany przez swoją pracę, przez ludzi, których spotka na swojej drodze, okoliczności, sytuacje życiowe. I albo będziemy przez te 10 lat stale za sobą nawzajem podążać z uważnością i zrozumieniem, albo nasze drogi się zupełnie rozejdą. Wtedy, w którymś momencie, obudzimy się już bardzo daleko od siebie.

To jak z tym słynnym gotowaniem żaby: podobno jeśli włoży się ją do zimnej wody i nastawi garnek na mały ogień, to żaba będzie siedzieć spokojnie, aż w końcu ugotuje się, zupełnie o tym nie wiedząc. Zmiany zachodzą bardzo powoli, prawie niezauważalnie, ale przez cały czas. Aż w końcu przychodzi punkt krytyczny. 

Toksyczny związek - zostać czy odejść?

Podświadome blokady nieraz są ogromne: bywa, że ludzie trwają w toksycznym związku całymi latami, chociaż nic już nie wskazuje na to, że mają ze sobą coś wspólnego. Znam takie pary. Nieraz jest tak, że sobie wmawiamy: „Przecież nie jest tak źle, nie ma między nami przemocy fizycznej, więc właściwie ten cały kryzys można zażegnać”. Albo relatywizujemy: „Przecież wszyscy się kłócą”. Mało tego, wiele kobiet, z którymi pracuję, w którymś momencie mówi mi: „Ja go specjalnie prowokuję, ja już bym chciała, żeby mnie uderzył, bo wtedy będę miała w końcu konkretny powód, żeby odejść”.

Pragnienie „niech coś się zadzieje” może wynikać albo z naszej nieumiejętności podejmowania decyzji, albo z lęku przed opinią rodziny czy znajomych. Jeśli będę mieć w garści twardy argument, że jest mi z nim źle, to nikt nie będzie mógł go podważyć. Bo jeśli powiem tylko: „Nie dogadywaliśmy się”, to mama, teściowa albo przyjaciółka może mi zarzucić, że to nie jest jeszcze poważny powód do rozwodu. Szczególnie jeśli w grę wchodzą dzieci.

Trwanie w toksycznej relacji

Ale jest też inna przyczyna takiego długoletniego trwania w toksycznym związku. Jeżeli ktoś przez lata deprecjonuje moją wartość, w końcu mogę sama uwierzyć, że na nic lepszego nie zasługuję. Czasem na terapii kobiety mówią: „Mam dosyć życia z nim, ale przecież sama sobie nie poradzę”. Bardzo często mamy w sobie ogromny lęk przed samotnością. Albo silne przekonanie, że w kolejnym związku będzie tak samo. Zdarza się i żal: „Szkoda tych wszystkich wspólnych lat” – nieraz słyszę to zdanie w gabinecie.

Wszystkim nam jest bardzo trudno przyznać się przed sobą, że jest źle, że to się dzieje w naszym związku, nie karmi nas, nie rozwija. Nie przyznajemy się do tego nawet wtedy, kiedy kłótnie w związku, stres zaczynają wpływać na nasze zdrowie fizyczne. 

Czy specjalista może zalecić rozstanie?

Jako psycholog mogę zachęcać do działań, które wzmacniają poczucie własnej wartości i budują naszą indywidualność. Nigdy jednak nie powiem wprost ani nawet nie zasugeruję, że lepiej byłoby, gdyby para się rozstała. Nie mieszkam z nimi, nie widzę ich na co dzień. Czasem przychodzą do mnie małżeństwa, które żyją właściwie w ciągłej niechęci, codziennie się kłócą, ale mają dzieci. Wtedy zaczynam od rozmowy o dzieciach, o ich poczuciu bezpieczeństwa, o tym, że każde dziecko do rozwoju potrzebuje dobrych wspomnień z obojgiem rodziców.

W takiej sytuacji mogę oczywiście powiedzieć: „Jeżeli państwo zdecydują się rozstać, to plusem tej decyzji będzie to, że dzieci nie będą widzieć państwa kłótni”. Zawsze jednak wtedy dodaję też: „Ale możecie też pracować nad tym, by tych kłótni już teraz nie było”. Zawsze też namawiam rodziców, żeby powiedzieli swoim dzieciom o tym, że właśnie zaczęli terapię, na której będą uczyć się, jak mogą się nie kłócić.

Terapia par w dużej mierze polega na rozwijaniu umiejętności rozmowy – takiej, która prowadzi do jakiegoś porozumienia. Bo nie umiemy tego. Zamiast mówić, co czujemy, pozwalamy, żeby górę wzięły emocje, wypominamy sobie zdarzenia z przeszłości, rozkopujemy to, co już dawno powinno być zasypane. 

Kiedy warto pójść na terapię małżeńską?

Nie ma idealnego momentu na terapię małżeńską, bo nie ma też uniwersalnej recepty na związek. Moje doświadczenie pokazuje jednak, że warto skorzystać ze wsparcia specjalisty, gdy przestajemy się „lubić”, ale wciąż chcemy ze sobą być. To jest dobre miejsce na zatrzymanie się, bo ciągle mamy jeszcze szansę, żeby uratować związek. Oczywiście, jeśli tylko tego chcemy, bo nieraz jesteśmy razem wyłącznie dlatego, że po prostu nie mieści nam się w głowie, że można się rozstać.

Jeśli w kłótniach wypominamy sobie rzeczy sprzed kilku lub kilkunastu lat, nie pomoże nam jedynie terapia par. Tutaj musimy wykonać swoją własną wewnętrzną pracę. Takie okopanie się we własnym poczuciu krzywdy to jedna z najgorszych rzeczy, jakie możemy sobie zrobić. Same sobie naklejamy łatkę ofiary, a w efekcie nieraz dajemy sobie prawo do odwetu: „Ty mi wtedy tak, to ja tobie dziś tak”. Spirala wzajemnych niechęci się nakręca. Jeśli zaprzeszłe rzeczy wciąż rzutują na naszą teraźniejszość, to spróbujmy to poukładać, najlepiej u specjalisty. Bo to jest sprawa do przyjrzenia się: dlaczego nie umiem zamknąć jakiegoś rozdziału.

Przychodzi "fajna" para do specjalisty

Zdarza mi się, że od razu widzę, że para jest świetnie dobrana, ale coś nie gra. Zawsze mówię im to wtedy od razu. Mam aktualnie takie młode małżeństwo, które z boku wygląda idealnie. Przyszli do mnie, bo zauważyli, że w ich związku zrobiło się gorzej i chcieli zrozumieć, co się dzieje. Spróbowali najpierw sami coś naprawiać, ale uznali, że jednak lepszym wyjściem będzie terapeuta. Na szczęście byli na siebie uważni i wyłapali już na samym początku jakieś oznaki kryzysu.

Nie wmawiali sobie, że to, co się między nimi zaczyna dziać, jest normalne, że kryzys minie sam. Bardzo lubię z nimi pracować, bo mają w sobie nie tylko uważność, ale też motywację, by zadbać o swoją relację. Myślę, że mają duże szanse, żeby być szczęśliwym małżeństwem przez długie lata.

Terapia par nie uratuje każdego związku

Nie mogę tego okazać, ale rzeczywiście nie zawsze wierzę, że terapia małżeńska przyniesie zamierzony efekt. Bywa, że przychodzi małżeństwo i widać, że między nimi jest już tylko pogorzelisko. Ale wtedy też się cieszę, że jednak przyszli – terapia par przecież nie zawsze kończy się ponownym zejściem, czasem jej efektem jest spokojne, bezbolesne rozejście.

Zdarza się też tak, że przychodzi para, ona mówi, że to jest ich ostatnia szansa, a on siedzi, nie odzywa się i tylko patrzy w okno – wtedy też nie ma we mnie zbyt wielkiej wiary. Jestem bardzo wielką optymistką i mocno wierzę w to, że zmiana jest możliwa zawsze, ale gdy widzę człowieka, który nie chce albo nie umie działać, to mój optymizm trochę gaśnie. Tak samo, gdy widzę, że gdy jedno mówi, to drugie krzywi się z pogardą. Już lepsza jest czysta obojętność, bo na jej gruncie możemy jeszcze próbować coś wskrzesić w związku. A na pogardzie raczej już nic dobrego nie urośnie.

Zwykłe "przepraszam” nie wystarczy

Często jedna strona czeka na słowo „przepraszam”, wierząc w jego magiczną siłę. Warto zastanowić się jednak, dlaczego tak bardzo potrzebujemy, by to słowo usłyszeć. Co nam to jedno „przepraszam” da? Czy na pewno poczujemy się wtedy lepiej? Z moich gabinetowych obserwacji wiem, że nawet jeśli to „przepraszam” padnie, to i tak nic się nie zmienia, krzywda w nas nadal tkwi, a przecież czasu się nie cofnie, już nie odwrócimy sytuacji, już coś się stało – i musimy iść dalej. Jeśli nie jesteśmy w stanie, to musimy to przepracować.

Za tym wypominaniem krzywd sprzed lat zawsze kryje się coś więcej. Bardzo często strach o to, że nie jesteśmy już kochane. W takim przypadku, zamiast wyciągać rzeczy sprzed lat i wymuszać kolejne przeprosiny, lepiej otwarcie powiedzieć: „Boję się, że się oddalamy od siebie, a bardzo bym tego nie chciała”. Bo to jest informacja typu: „Zależy mi”. I mądry partner po takim komunikacie usiądzie i powie: „Masz rację, zapędziliśmy się, pogadajmy, co możemy zrobić”.

Znam takie sytuacje z prawdziwego życia. Chociaż rzeczywiście są rzadkością, zazwyczaj ani jedna stronie nie umie otwarcie wyrazić swoich emocji, ani druga, nawet gdyby to usłyszała, nie umiałaby odpowiedzieć. Znowu wracam do tego samego: nikt nie nauczył nas rozmowy o emocjach, o naszych potrzebach. Nie umiemy o tym mówić i nie umiemy słuchać. Ale można się tego nauczyć, np. właśnie na terapii par.

Trwamy w wypalonych związkach, bo boimy się zmian?

Dla mnie to jest niesamowite, że ludzie zazwyczaj są totalnie bezradni, kiedy przychodzi do podjęcia jakiejś decyzji. Bardzo trudno nam wskazać, co jest dla nas dobre. W takiej sytuacji często zachęcam do zrobienia rachunku à rebours: czego ja nie chcę? Co mnie uwiera w tej sytuacji, w której jestem. Jeżeli znajdą się na tej liście rzeczy znaczące, to znaczy, że powinnam iść dalej, nawet jeśli teraz jeszcze nie wiem, co to „dalej” oznacza. Bo w życiowym rozwoju nie zawsze chodzi o wizualizowanie sobie świetnej przyszłości. Czasem chodzi tylko o to, żeby umieć zobaczyć, że moje tu i teraz mnie nie zadowala.

Matki poświęcające się swoim dzieciom, zapominają o swoich potrzebach
Matki poświęcające się swoim dzieciom, zapominają o swoich potrzebach
macierzyństwo poświęcenie

Moment kiedy stajesz się matką, jest jednym z najważniejszych w Twoim życiu. Pragniesz być wystarczającą i dobrą mamą dla swojego dziecka. Całą swoją energię przekierowujesz na wychowanie, prowadzenie domu i zaspokajanie potrzeb najważniejszej dla Ciebie osoby. Z jednej strony, kochasz swoje dziecko ponad wszystko i pragniesz mu dawać wszystko to, co Tobie wydaje się być najlepsze. Z drugiej natomiast zaczynasz być zmęczona i sfrustrowana. Mit o Matce Polce, w którym jako jedyna możesz i powinnaś zaspokajać potrzeby swojego dziecka, jednocześnie zaprzeczając, że jesteś kobietą z własnymi potrzebami – nadal funkcjonuje w naszym społeczeństwie.

Autorka: Elwira Adamczyk, psychoterapeuta, terapeuta rodzin i par

Młode mamy często zapominają o sobie

W dalszym ciągu młode matki osamotniają się w wychowaniu dzieci pacyfikując ojców, równocześnie zaprzeczając własnym potrzebom. Nie dbają o odpoczynek, czas bez dzieci, dbanie o własne ciało, podtrzymywanie innych relacji czy rozwój zawodowy i naukowy.

W Twojej głowie mogą zacierać się granice między „chcę” a „powinnam”. Zwłaszcza wtedy, gdy masz specyficzne trudności z dzieckiem lub utknęłaś w fatalnym związku. Jeżeli nie odnajdujesz satysfakcji w relacji romantycznej lub w obszarze zawodowym, nieświadomie uruchamiają się mechanizmy kompensacyjne i wszystkie swoje niezaspokojone potrzeby przenosisz na własne dziecko. Wówczas Twoje dziecko jest przedłużeniem twojego ego. Realizujesz własne niezaspokojone potrzeby poprzez pociechę, uznając, że to ona tego potrzebuje. Często możesz wyprzedzać jego potrzeby, programując rozwój dziecka, rozrywkę, a nawet wybór przyjaciół.

Dziecko to niezależny byt

Niezależnie od przyczyn Twojej frustracji dziecko jest odrębną jednostką, która ma prawo do swoich indywidualnych cech, a w przyszłości do realizacji własnych potrzeb i planów życiowych. Ta oczywistość może często budzić złość, kiedy jesteś przekonana, że „matka wie co dla dziecka jest dobre.”

Skutki wyprzedzania potrzeb własnego dziecka ujawniają się często na etapie wczesnego rozwoju. Twoje dziecko może mieć trudności z rozwojem ruchowym i społecznym na tle rówieśników. Nadmierne chronienie i zaspokajanie potrzeb ogranicza Twoje dziecko w eksplorowaniu i doświadczaniu otoczenia na poziomie poznawczym. Buduje w nim przekonanie, że otaczający świat jest zagrażający, a na poziomie emocjonalnym – lęk i poczucie zagrożenia.

Dziecko wówczas w zachowaniu bardziej koncentruje się na sobie, nie potrafi bezpiecznie wchodzić w relacje. Może mieć utrudniony kontakt z rówieśnikami, przeżywać brak akceptacji w grupie i osamotnienie. W wieku dorosłym natomiast, dzieci nadmiarowo zaspokajane przez rodzica przyjmują postawę roszczeniową wobec społeczeństwa. Przekonane są, że nadal inni powinni spełniać jego potrzeby.